Witam jestem czysty juz okolo 3 tygodni. Pilem duzo alko i brałem amfetamine. Jednak z wyglądu wyglądam jak cpun, dziwne oczy, wychudzony, blady Ma ktos jakies sposoby jak poprawić wygląd twarzy? Co robić, co jeśc? czy alko tez ma wplyw na wygląd? Ile
Widziałem tam wiele, a objawy niebrania narkotyków były chyba jeszcze gorsze niż po braniu. Chociaż może tylko mi się tak wydawało, bo przecież po narkotykach byłem zazwyczaj nieprzytomny. W placówce mieliśmy mnóstwo zajęć, które pomagały nam zapomnieć o uzależnieniu. Byłem tam kilka miesięcy.
Co do tematu, wydaje mi się że chodzi raczej o skutki, hmm, długofalowe. Wiadomo, że jak się jest zakurwionym, to po człowieku widać, oczy itp. Ale co do zmian wyglądu, manier itp. w perspektywie czasu - to nie jest przesąd. Wiadomo, że np. helupiarz helupiarza pozna. Często patrząc na człowieka można się też domyślić, że
Dodatkowo zaobserwować można zmienioną, bladą cerę, owrzodzenia w okolicy nosa, przekrwione oczy i nadmierną potliwość. OBJAWY GŁODU NARKOTYKOWEGO. Objawy zespołu abstynencyjnego po narkotykach pojawiają się w wyniku zmniejszenia dobowej dawki lub całkowitego odstawienia substancji.
Warto wskazać, że na przebieg detoksu po narkotykach wpływają również indywidualne predyspozycje i cechy jednostki osobowej, aspekt zarzywania innych substancji psychoaktywnych, alkocholu czy też leków oraz choroby towarzyszące uzależnieniu. Z tego względu detoks organizmu po narkotykach może trwać do kilkunastu dni.
Witam serdecznie, mam problem, MDMA zadko, ostatnio 6 lat temu, chce przyjac na Sylwestra, jednak boje sie strasznie zbyt ciemnych oczu po niej - przy tak zadkim uzytkowaniu najblizsi napewno sie cos domysla, da sie z tym cos zrobic, macie jakies
Zachowanie po narkotykach silnie odurzających. Do jednych z najsilniej odurzających narkotyków należą opioidy, takie jak morfina czy heroina. Są to niezwykle silnie uzależniające substancje, zarówno pod względem fizycznym, jak i psychicznym. Objawy zażywania narkotyków tego typu to: • zwężone źrenice i szklane oczy,
Zdjęcia przedstawiają, jak ludzie wyglądali przed nałogiem, a jak prezentują się po kilku latach brania narkotyków. Efekty są przerażające!
Oczy po narkotykach: Mity a fakty; Kortyzol – nie tylko hormon stresu: Klucz do równowagi w naszym ciele; FOMO – co to znaczy? Syndrom FOMO – jak sobie radzić? Toksyczna matka – Analiza toksycznej matki; Za Strachem do wolności: Jak pokonać strach i radzić sobie z lękiem
Hubert nie daruje jej seksu w domu Pyrków - ZDJĘCIA "Barwy szczęścia" odcinek 1907 - czwartek, 27.09.2018, o godz. 20.10 w TVP2 Pierwszy wyjazd służbowy Bożeny z "Barw szczęścia" o mały
x77BHcF. Mateusz RosińskiNarkotyki różnią się między sobą sposobem działania, metodami przyjmowania, a także wyglądem. Warto jest mieć o nich choćby podstawową wiedzę, żeby rozpoznać, czy któraś z bliskich osób zażywa substancje psychoaktywne. Szybkie wykrycie problemu zażywania, choćby sporadycznego, daje możliwość natychmiastowej reakcji i pomocy, a to zwiększa szanse na nierozwinięcie się lub porzucenie przez osobę zażywającą uzależnienia. Wygląd narkotyków zależy od wielu czynników. Poniżej przedstawiamy opisy różnego rodzaju środków odurzających, dzięki którym łatwiej będzie Ci je wyglądają narkotyki: opiaty, stymulanty: amfetamina, mefedron i jego pochodne oraz kokainaTo, jak wyglądają narkotyki w proszku zależy od kilku czynników oraz od składników użytych w procesie produkcji. Niektóre z nich mają zapewnić stałą formę produktu końcowego, inne są dodawane dla koloru. Opiaty, czyli przede wszystkim morfina i heroina mają postać proszku, zwykle koloru brunatnego. Kokaina zazwyczaj występuje w postaci stałej, która po rozkruszeniu, zamienia się w biały, cierpki w smaku proszek. Kokaina może mieć zapach ropy naftowej. Charakterystyczne dla tej substancji jest jej miejscowe działanie znieczulające. Dzięki temu nie sposób jej pomylić z inną substancją. Popularny stymulant, jakim jest amfetamina to zazwyczaj biały lub lekko zabarwiony na żółto a niekiedy na różowo proszek. Może ona stanowić także składnik kolorowych pastylek, na które może być naniesiony specyficzny symbol. Takie pigułki wyglądem przypominają leki, od których zazwyczaj odróżnia je finezyjny, niezwiązany z branżą medyczną symbol. Dla osoby niemającej styczności z narkotykami, trudno będzie odróżnić amfetaminę od kokainy jedynie po wyglądzie. Pomocnym może być fakt, że kokaina zazwyczaj przypomina bryłki cukru pudru – po rozkruszeniu jest zdecydowanie bardziej sproszkowana i sucha. Kokaina jest raczej bezwonna, natomiast amfetamina ma charakterystyczny, ostry zapach. Z kolei mefedron (4 mmc) i jego pochodne, takie jak np. 3cmc, 3mmc najczęściej występują w postaci przezroczystych lub zabrudzonych kryształków, które po rozkruszeniu zamieniają się w proszek. Mefedron i jego pochodne łatwo rozpoznać po zapachu, który jest silny i nieprzyjemny, choć zazwyczaj jest to charakterystyczne dla substancji o niskiej czystości, które zostały w procesie produkcji czymś zanieczyszczone, gdyż czysty chlorowodorek mefedronu powinien być przezroczysty i bezwonny. Taka postać na czarnym rynku występuje jednak dość na narkotykiTest na Marihuanę i Haszysz (THC) 7,50 złDodaj do koszykaTesty na narkotykiTest na Amfetaminę 8,50 złDodaj do koszyka Out of StockTesty na narkotykiMultitest na Narkotyki – 8 substancji 22,90 złCzytaj dalej Out of StockTesty na narkotykiMultitest na Narkotyki – 13 substancji 26,99 złCzytaj dalejNiektóre leki nasenne także mogą służyć jako substancje psychoaktywne. Zwykle są to benzodiazepiny lub obecnie zupełnie sporadycznie barbiturany. Z uwagi na fakt, że zostały one stworzone jako leki, dość łatwo stwierdzić jak wyglądają poszczególne narkotyki z grupy leków – występują bowiem w formie tabletek, pastylek w blistrach. Rozpoznanie danej substancji ułatwia fakt, iż zazwyczaj do leku dołączona jest ulotka. Pamiętać jednak należy, że nie można pochopnie oceniać, czy ktoś przyjmuje lek, który został mu przepisany przez lekarza, czy też nadużywa go i można uznać, że jest to działanie pozamedyczne, spowodowane uzależnieniem. Udzielenie odpowiedzi na pytanie: jak wyglądają narkotyki w tabletkach jest zatem dość proste, jednak ocena, czy dana substancja została przepisana przez lekarza czy też jest przyjmowana z uwagi na jej działanie psychoaktywne to już większe wyzwanie. Jeśli znalazłeś tego rodzaju leki u bliskiej osoby – dziecka, partnera, partnerki, porozmawiaj z nim i spróbuj dowiedzieć się jaki jest powód zażywania takich substancji. W rozmowie warto również poruszyć kwestię uzależniającego potencjału takich i substancje halucynogenneMarihuana ma postać suszu roślinnego, natomiast haszysz to żywica z konopi, która przypomina brązową plastelinę lub czekoladę Zielone i lekko brązowawe ususzone liście zbite w grudki lub zielony tytoń zwykle jednoznacznie wskazują na kannabinole. Twoją uwagę zwrócić powinny także brązowo-szare nasionka nieznanego – substancja psychoaktywna z grupy halucynogenów, najczęściej jest spotykana w postaci nasączonych papierków z kolorowymi motywami lub w formie przypominającej opłatek. Na rynku narkotykowym pojawia się także w postaci kropel – w dozownikach podobnych do kropli do (MDMA) w czystej postaci to kryształ, który najczęściej jest składnikiem charakterystycznych tabletek o różnych, finezyjnych kształtach i symbolach. W przypadku ecstasy, wygląd narkotyków jest bardzo charakterystyczny. Na czarnym rynku można spotkać drażetki w różnych kolorach, różnym rozmiarze a przede wszystkim opatrzonych charakterystycznymi wzorami, które odróżniają takie tabletki od leków. Zwykle ecstasy opatrzone są symbolami postaci zaczerpniętych z popkultury, bajek czy też muzyki. Najpopularniejszym przykładem są różowe tabletki w kształcie Myszki Miki. Niezwykle groźne były natomiast tabletki ecstasy z symbolem UFO, które jednak nie zawierały MDMA lecz p-metoksyamfetaminę (PMA), jedną z najbardziej toksycznych pochodnych amfetaminy i spowodowały wiele śmiertelnych zatruć w Polsce i na halucynogenne występują praktycznie tylko w postaci całych wysuszonych grzybów, rzadko rozkruszonych na drobniejsze części. Dość proste do rozpoznania, są narkotyki, które przyjmują postać lotnych rozpuszczalników, takich jak aceton czy butapren. Oprócz intensywnego, charakterystycznego zapachu, występują najczęściej w takiej formie, w jakiej zostały stworzone. Będą to więc butelki z rozpuszczalnikiem czy tuby z klejem. Zdarzają się także rozpuszczalniki w formie aerozolu. Są to jednak substancje używane obecnie jak wyglądają poszczególne narkotyki to niezwykle istotna kwestia. Równie ważne dla rozpoznania, czy dana osoba zażywa narkotyki, są akcesoria, które mogą się pojawić wraz z nimi. Będą to: bibułki i lufki przy marihuanie, pocięte fragmenty słomek, zwinięte w rulon banknoty, które służą do aplikacji sproszkowanych substancji psychoaktywnych donosowo, a także strzykawki. Pamiętaj, że jeśli podejrzewasz kogoś o zażywanie narkotyków, musisz przede wszystkim zwrócić uwagę na jego zachowanie. Częste rozdrażnienie, rozkojarzenie, znikanie z domu, zmiany zachowania, niepokojący, niezdrowy wygląd ciała i skóry, także mogą wskazywać na zażywanie środków odurzających. Pamiętaj, że żadne objawy ani wygląd substancji nie dają całkowitej pewności, że osoba przyjmuje substancje psychoaktywne. Ostatecznego potwierdzenia należy szukać w wynikach testów na obecność narkotyków, które kupisz w naszym sklepie oraz u specjalistów zajmujących się tym tematem, np. u lekarzy czy artykuły:Jak wyglądają dopalaczeAkcesoria do dopalaczy – jak wyglądają?Dowiedz się więcej z artykułu:Jak wyglądają źrenice po narkotykach?Jak sprawdzić, czy ktoś jest pod wypływem narkotyków?Dowiedz się więcej z artykułu:Jakie są objawy uzależnienia od narkotyków?Dowiedz się więcej z artykułu:Testy na dopalacze, Testy na narkotykiTest na Benzodiazepiny 12,50 złDodaj do koszyka
Czasem aż krew zalewa. Czasem brakuje słów, ręce opadają, chciałoby się wyjść do sklepu po papierosy i nie wracać przez tydzień. Nie wiadomo, jak tłumaczyć, jak przemówić do rozumu i wyobraźni. Nie wiadomo, czy karać, czy tłumaczyć, czy może milczeć. Rozmowy z dziećmi są bardzo, bardzo trudne, uwypuklają wszystkie rodzicielskie słabości, w tym brak argumentów, brak cierpliwości i brak równowagi. Moja córka ma 9 lat. Rozmowy z nią są… proste. Przez ostatnie lata zapracowałam na jej zaufanie, nie oceniając tego, co mówi i nie karząc jej za to, co robi. Bycie mamą mojej córki jest przyjemne i spokojne, ale nie dostałyśmy tej relacji w prezencie, musiałyśmy obie się o nią postarać. Wiem też, że 9 lat to nie to samo co 17. Wielkie dramaty drugoklasistki nie są tym samym, co nastoletnie problemy licealistki. Dlatego teraz nabieram odwagi, próbuję uzbroić się na zapas w cierpliwość i już teraz nie budować murów, które za kilka lat ciężko będzie przeskoczyć. Dziś z powagą rozmawiam o dziecięcych aferach, poczuciu niesprawiedliwości, o agresji i zaczepkach kilkulatków, by za kilka lat z podobną swobodą mówić o miłości, seksie, przyszłości, buncie, niebezpieczeństwie, odpowiedzialności i wolności. Wierzę, że możemy dać swoim dzieciom tyle akceptacji, ile mamy jej w sobie. Nie damy więcej, niż posiadamy. Wierzę też, że dzieci wzrastają na wzór i podobieństwo swoich rodziców, będąc ich najsurowszymi i najpiękniejszymi zarazem wizytówkami. Wierzę również, że nie można przedawkować rozmów. Tylko jak rozmawiać z dzieckiem? Jak rozmawiać z nastolatkiem? Niedawno miałam możliwość zadania 17-latce wszystkich pytań (w ramach konferencji OdNowa Miłość rozmawiałam z córką Izy Milczarek), które w moim przekonaniu zadałaby każda matka nastolatki… ale się boi, nie wie jak. Zaczęłam od pytania, jak to jest być Tobą? Pisząc ten post, zadałam sobie dokładnie to samo pytanie. Lekko je tylko zmodyfikowałam. Jak to było być nastoletnią mną? Było tak, że nie chciałabym być ponownie w liceum. Nie mam w sobie takiej myśli, że to był czas mojego życia i z przyjemnością wróciłabym do tamtej beztroski i tamtego świata jeszcze niezainfekowanego mediami społecznościowymi i jeszcze pozbawionego filtrów na piękno. Nie wróciłabym, bo to wcale nie był dla mnie beztroski czas. I wcale nie było fajnie być wtedy mną. Często wtedy udawałam, że coś mnie nie rusza, a ruszało strasznie. Chciałam być i zauważona i niewidoczna. Chciałam być jak Sabrina, nastoletnia czarownica, która w serialu zatrzymywała czas. Też tak chciałam. Ten czas był mi potrzebny, by się zastanowić, by wykuć na blachę to, czego nie umiałam zapamiętać, by odnaleźć się w sytuacjach, których nie umiałam przewidzieć. Tylko obawiam się, że zatrzymałabym czas nie na kilka sekund, nie na kwadrans, ale na kilka długich lat. Nie miałabym odwagi wrócić do tej karuzeli niespełnionych oczekiwań i festynu nastoletnich problemów, z których każdy wydawał się najpoważniejszym na świecie, ale tylko dla mnie. A wracając do Tary, 17-latki, z którą rozmawiałam… to wszystko, co sądzicie, że dzieje się w liceach, to się dzieje. Jest właśnie tak, jak obawiacie się, że jest. Jest alkohol, są narkotyki, jest seks, nastoletnie ciąże, samookaleczanie się i próby samobójcze. Cały zestaw rodzicielskich strachów czeka na nasze dzieci. Z jednej strony w ogóle mnie to nie zdziwiło. Czułam, że tak właśnie jest. Z drugiej strony jest mi nieswojo i jako mama czuję się zagubiona. Całe szczęście, że mam jeszcze kilka lat na oswojenie się z tematem, mogę jeszcze się przygotować. Problem #1: porównywanie się Gdy ja byłam nastolatką, też się porównywaliśmy. Kto ma superstary, a kto nie. Komu rodzice powalają iść na imprezę, a komu nie. Kto ma komórkę, a kto nie. Tylko że większość nie miała superstarów, większość też nie miała telefonów komórkowych. Mam wrażenie, że wszyscy byliśmy ,,średniakami”, z zupełnie przeciętną liczbą przywilejów. Nie rozmawialiśmy o seksie wprost, to był jakiś odległy zupełnie temat, tak nam bliski, jak plotki na Pudelku. Ktoś coś gdzieś z kimś, ale nie ja, nie my. Dziś my, dorośli, porównujemy się jak najęci. Kto ma więcej lajków na insta, więcej kasy, ile razy wyjeżdża na wakacje, jak wygląda. My się naprawdę codziennie porównujemy. My, dorośli, świadomi i odpowiedzialni. Udajemy, że tak nie jest, ale to nieprawda. Regularnie to robimy próbując znaleźć swoje miejsce w otaczającej nas rzeczywistości. Dlatego wierzę, że w nastoletnim świecie to nie tyle powszechne, ile obowiązkowe. Trudno uchronić się przed magią instagramowych filtrów. Dobrze, jak jesteśmy świadomi ich działania, gorzej, jak to, co nierealne, staje się prawdą. Nastolatki często nie są tego świadome… Problem #2: czego nastolatek potrzebuje od rodziców Wiesz, jeśli chodzi Ci po głowie to pytanie, proponuję przypomnieć sobie, czego sama potrzebowałaś jako dziecko. Nie ma chyba lepszego sposobu. To jest aż tak proste. Słowa Tary nie zdziwiły mnie, natomiast zasmuciły. Bo widzę, jak bardzo potrzeby nastolatków mijają się z tym, co mogą zaoferować dorośli. Bo gdy rodzic zderza się z codziennością swojego dużego już dziecka, reaguje złością, niedowierzaniem. Automatycznie wymyśla karę, zabiera telefon, alienuje od rówieśników, ośmiesza, bagatelizuje, z drugiej strony wszystko, co mówi nastolatek, odbiera osobiście, zastanawia się, co ludzie powiedzą. I zadaje sobie pytanie: co takiego poszło nie tak, że dziecko robi inaczej, niż ja chcę? Dziecko potrzebuje wolności, a wraz z nią zaufania i nieoceniania swoich wyborów. Wiadomo, że będzie popełniało błędy, ale my wszyscy je popełnialiśmy, nie ma innego sposobu na naukę życia. A przynajmniej ja sama takiego nie znam. Te błędy na nas czekają, jeśli nie popełnimy ich w liceum, popełnimy je na studiach, jedno jest pewno: pytanie nie brzmi, czy je popełnimy, ale kiedy. Tara powiedziała ważną rzecz: to dziecko przychodzi do rodzica ze swoim problemem. To dziecko decyduje, czy i kiedy przyjdzie. A to, czego rodzic nie powinien robić, to naciskać, wymuszać rozmowę. Rozmowa powinna też odbywać się na tej samej płaszczyźnie, a to znaczy, że dziecko nie jest podległe rodzicowi, gdy mówi o tym, co jest dla niego ważne. I jeszcze jedna ważna rzecz: zaufanie. Dziecko ma ufać rodzicom bezgranicznie, ale też rodzic powinien tak samo ufać swojemu dziecku. Relacja nie jest harmonijna, gdy jedna strona jest zobowiązana wierzyć i ufać, a druga podejrzliwie przygląda się wszystkiemu, co robi nastolatek. Problem #3: jakie błędy popełniają rodzice? Nie dają wolności. Nie pozwalają swobodnie dokonywać wyborów, swoich własnych wyborów. Nie pozwalają uczyć się na swoich błędach. A gdy już pozwalają, karzą za te błędy. Dają kary za wszystko, za 15 minut spóźnienia i na gorszą ocenę. Nie pozwalają się wyrazić. Oczekują, że dziecko będzie jak z szablonu, że będzie typowym nastolatkiem z typowymi problemami, które na dodatek powinny być w miarę do ogarnięcia. Byle nie wychodzić za linię tych rodzicielskich oczekiwań. Nie wspierają tego, co dla nastolatków ważne. Nie angażują się emocjonalnie w to, co interesuje ich dzieci. Nie przeżywają wspólnie sukcesów. Zestawiając moje wspomnienia z liceum oraz to, co mówiła podczas rozmowy Tara, widzę tu jeden podstawowy rodzicielski błąd. Brak zrozumienia i akceptacji. Brak nawet takiej przestrzeni, by porozmawiać o plusach i minusach danej sytuacji. Dziecko rośnie w poczuciu, że cokolwiek robi, robi źle, bo zazwyczaj to, co chce i do czego dąży, różni się od wizji rodziców. Problem #4: seks Tak, rodzicom się wydaje, że ich dzieci ,,mają na to jeszcze czas”. Przekładają rozmowy o seksie na później, wstydząc się, albo nie wiedząc, jak zacząć. Jak rozmawiać z nastolatkiem o seksie, żeby nie przekraczać granicy i nie być opresyjnym, ale też by nie zatracić granicy na linii rodzic-dziecko? Wydaje mi się, że rodzice demonizują seks. Tak przedstawiają ten temat, by przypadkiem nie zabrzmiał za fajnie. Straszą, ostrzegają, mówią: pogadamy, jak będziesz dorosła. Albo robią sobie heheszki, obśmiewają i bagatelizują. Tara mówi, by być wspierającym. Twoje nastoletnie dziecko (w Twoich oczach wciąż DZIECKO!) UPRAWIA SEKS? To, co się stało, to się nie odstanie. Gadaniem, krzykiem i kara nie cofnie się czasu. Według Tary, na 10 koleżanek, 6 ma za sobą inicjację seksualną. 6 na pewno. Młodzież też elastycznie podchodzi do swojej seksualności, odkrywając siebie. Ale czasem w tym temacie kierują się też… modą. Wiem, to zupełnie bez sensu. Orientacja seksualna dyktowana modą? Przecież to jakiś żart. A jeśli to prawda? Rodzicu, jeśli nie pozwalasz dziecku zadawać pytań, nawet tych trudnych, jeśli wyśmiewasz to, z czym przychodzi Twoje dziecko, jeśli unikasz trudnych tematów, Twoje dziecko będzie na własną rękę uczyć się życia. I nie zawsze sposób nauki bedzie Ci się podobał. Ale… chyba nie zostawiasz nastolatkowi wyboru. Problem #5: wyłudzanie nagich zdjęć Nie spodziewałam się, że nastolatki borykają się z tym właśnie problemem, czyli z wyłudzaniem nagich zdjęć. Tara mówi, że często dziewczyny dostają zdjęcia penisów swoich szkolnych kolegów oraz pytanie: może się odwdzięczysz? Te świadome dziewczyny nie reagują, nie wysyłają swoich zdjęć. Czasem też straszą sądem i, jeśli mają szczęście dorastać w domu z rodzicami pełnymi zrozumienia, mówią o tym dorosłym. Ale są też te, które nie umieją odmówić, czują presję, nie radzą sobie z oczekiwaniami kolegów. Wysyłają swoje zdjęcia, by zdobyć akceptację, by dostać uznanie i aprobatę, a później nie radzą sobie ze wstydem, upokorzeniem, strachem przed reakcją szkoły i rodziców. Przecież każdy z nas słyszał o samobójstwach nastolatków, których powodem był wstyd. Problem #6: brak akceptacji To będzie krótki punkt. Jeśli dziecko nie dostanie akceptacji w domu, będzie jej szukało w innym miejscu. By ją dostać, może posunąć się do działań dla siebie niebezpiecznych, krzywdzących. Tara zaznaczyła, że wymykanie się z domu, kłamstwa, wagarowanie, wczesny seks, picie alkoholu jest spowodowane brakiem zrozumienia w domu. To powiedziała 17-latka, a ja jej wierzę. Jeśli dom kojarzy się z wiecznym niezadowoleniem rodziców, z karą, z samotnością, z krzykiem, przemocą, wstydem, niezrozumieniem, niesprawiedliwością, dziecko będzie go unikało. Przecież to jest naturalne, do przewidzenia, że nie ciągnie nas tam, gdzie nam źle. Chcesz być ze swoim dzieckiem blisko? Chcesz wiedzieć, co u niego słychać, z czym się zmaga, chcesz, by Ci ufało? Okaż mu ZROZUMIENIE i AKCEPTACJĘ. Jakich słów brakowało nam w dzieciństwie? Zapytałam moje Czytelniczki, co chciały usłyszeć z ust swoich rodziców, gdy były nastolatkami. Słowa, które były im bardzo potrzebne, a których nikt w ich stronę nie mówił. Odpowiedzi wciąż się powtarzały i mogłam wyróżnić kilka kluczowych. Jest mi smutno, gdy je czytam. Bo to jest przecież podstawa, baza. To nie jakieś wymysły, żadne gwiazdki z nieba, ale słowa, które każdemu z nas się należą. Każde dziecko powinno je usłyszeć, przynajmniej raz dziennie. To są słowa, które nie powinny być limitowane, nie powinno ich brakować. A przede wszystkim żadne dziecko nie powinno być nimi szantażowane, nie powinno starać się coraz bardziej, by na nie zasłużyć. Te słowa nie powinny być nagrodą za dobre zachowanie. Kocham Cię. Jestem z Ciebie dumny. Poradzisz sobie. Wszystko będzie dobrze. Jesteś dla mnie ważna. Jesteś wystarczająca. Wierzę w Ciebie. Możesz na mnie liczyć. Ufam Ci. Rozumiem, że jest Ci trudno. Przepraszam. Jestem przy Tobie. Jak rozmawiać z dzieckiem? Myślę sobie, że to jest w zasadzie proste. Im więcej okazujemy naszym dzieciom uczuć, im więcej cierpliwości, empatii, zrozumienia i akceptacji, tym więcej o nich wiemy, tym częściej dzieciaki się przed nami otwierają. Ale jest jeden szkopuł. Musimy zacząć od siebie. To my musimy najpierw zachować spokój, zimną krew, uspokoić nerwy, by nie wybuchnąć, zagryźć zęby, by nie pouczać, nie ochrzanić, nie wyśmiać. To my musimy nauczyć nasze dzieci, że na nas można liczyć. Musimy być PRZEWIDYWALNI ze swoimi reakcjami. Wybaczcie to ,,musimy”, ale to słowo wydaje mi się uzasadnione. Relacje z dziećmi to nie przestrzeń do nieudanych prób, bo niestety cena jest zbyt wysoka. Nie warto eksperymentować na własnym dziecku A wracając do tytułowego pytania. Nie pytaj, jak rozmawiać z dzieckiem. Zapytaj, kiedy ma czas. I nie zapomnij o akceptacji, uważności, zrozumieniu i szacunku. Zapomnij natomiast o ocenianiu.
fot. Adobe Stock Robię bilans swoich życiowych zysków i strat. Tych drugich jest dużo, dużo więcej. Zawiodłam rodzinę, przyjaciele mnie opuścili, chłopak, którego kochałam, nie żyje... A co zrobiłam ze sobą? Gdzie się podziała dawna Magda, ładna i uśmiechnięta? Wyglądam okropnie. Wypadły mi zęby, mam straszne problemy z cerą i włosami, zrujnowane narządy wewnętrzne. Zawaliłam szkołę. W całym tym koszmarze tylko jedno mnie cieszy: wreszcie odezwała się do mnie siostra, z którą nigdy nie byłam w dobrych stosunkach. Tylko że to można było osiągnąć innym sposobem. Początki nałogu były proste W domu miałam wszystko, czego chciałam. Ulka też, ale ojciec wyraźnie faworyzował mnie, co bez skrupułów wykorzystywałam. Ciuchy, kosmetyki, płyty, gry komputerowe, imprezki – na nic mi nie brakowało. Uczyłam się średnio, więc musiałam nadrabiać korkami, za które oczywiści płacił tatko. Ula za to była najlepsza w klasie, więc w naturalny sposób rodzice poświęcali jej mniej uwagi. Wiem, że czuła się o mnie zazdrosna i… chyba naprawdę miała o co. W przeciwieństwie do siostry zawsze kumplowałam się głównie z chłopakami. Byłam ładna, więc chętnie się ze mną pokazywali. Kiedy jednak poznałam Maćka, wsiąkłam na amen. Staliśmy się nierozłączni. I Ulka, i rodzice nie przepadali za moim ukochanym. Tacie nie podobało się, że jest starszy ode mnie, a mama mówiła, że to szpaner. Lecz im więcej na niego wygadywali, tym bardziej zacinałam się w przekonaniu, że właśnie z nim chcę spędzić swoje życie. Naprawdę wierzyłam, że tak będzie. To właśnie z Maćkiem pierwszy raz spróbowałam amfy. Były moje szesnaste urodziny, zaplanowaliśmy zrobić sobie z tej okazji rajd po klubach. – Weź – powiedział. – Po tym będziesz mogła szaleć całą noc. Jeszcze w domu na podręcznym lusterku usypał wąziutką ścieżkę czegoś, co wyglądało jak cukier puder, i pokazał mi, jak to zrobić. Posłusznie wciągnęłam proszek i… zatkało mnie, ale już po chwili poczułam się niesamowity przypływ energii. Mogłabym góry przenosić! Tamtej nocy balowaliśmy aż do rana. W domu rodzice zrobili mi za to mega awanturę, ale olałam ich. Gra była warta świeczki. Dopiero gdzieś tak w południe euforia minęła, a zaczął się ból głowy i okropne swędzenie skóry. Naskoczyłam na mamę, że to pewnie przez ten jej nowy płyn do prania. Kolejna impreza - kolejna kreska Ta amfa to miał być pierwszy i ostatni raz. Jednak kolejne imprezy oznaczały kolejne dragi. Koledzy Maćka wciągali parę razy w tygodniu, a my z nimi. – Zmieniłaś się – zaczęła narzekać Kama, moja przyjaciółka. – Jesteś całkiem jak nie ty. Miała rację. Ja sama to widziałam, ale źródło swoich humorów i nerwowości upatrywałam w stresie, nie w narkotykach. Już nie wyobrażałam sobie zabawy bez amfy. Tata wyjechał na zagraniczny kontrakt, w domu zostały mama i Ula. Żadna z nich nie miała pojęcia, co naprawdę się ze mną dzieje; ja sama zresztą też nie. Moje stany po „fecie”, objawiające się sennością i apatią, mama tłumaczyła dorastaniem. Nie zauważyłam, kiedy wszystko przestało mnie cieszyć. Nie zdawałam sobie sprawy, że obsesyjnie myślę o samobójstwie. Trwałam przy życiu tylko po to, żeby się naspidować. I wciąż wydawało mi się, że kontroluję sytuację. Maciek coraz częściej prosił mnie o pieniądze. Kochałam go, więc mu je dawałam. W pewnym momencie jednak nawet mnie zaczęło brakować kaski. Pojawił się lęk. Dzień bez dopalacza? Ja tego nie przeżyję! Kiedyś zaczepił mnie w pubie jeden z kumpli Maćka: – Jeden mój koleś jest piekielnie nieśmiały i sam nie zagada do dziewczyny. Może poszłabyś z nim do kina? Nie za darmo, oczywiście, za kaskę. – Odwal się – w pierwszej chwili aż zatkało. Jak on śmie! Mam przecież Maćka! Ale po namyśle… Nieśmiałek okazał się średnio przyjemnym typkiem. Jednak spoko: kino to tylko kino, nic więcej. Dostałam parę dych, akurat na działkę. Odtąd stało się to moim stałym sposobem na podreperowanie budżetu w trudnych chwilach. Niestety, po paru tygodniach gościowi przestało wystarczać trzymanie się za rączki, doszły więc macanki i obleśne pocałunki. Po powrocie do domu długo szorowałam się pod prysznicem. Do szkoły chodziłam w kratkę, zawalałam klasówki i sprawdziany. W trzeciej klasie liceum nie sklasyfikowano mnie aż z siedmiu przedmiotów! Olałam to, szkoła to już nie był mój świat. Chcą mnie wywalić? Proszę bardzo! W domu coraz częściej dopadały mnie totalne zwałki. Czasem nie wstawałam z łóżka kilka dni z rzędu, nie myłam się, nie jadłam. Mama w końcu zorientowała się, że to nie przelewki, zaczęła ciągać mnie po lekarzach, wymuszać na mnie jedzenie, domagać się obietnic, że już nigdy nie sięgnę po dragi. Bez przerwy się kłóciłyśmy. W końcu wkurzyłam się na maksa i wyprowadziłam do babci. Od tej pory Ulka przestała poznawać mnie na ulicy, a ja zostałam kompletnie bez kasy. Facet od kina chciał coraz więcej i więcej. Potrzebowałam pieniędzy, więc godziłam się na rzeczy, na wspomnienie których wciąż chce mi się rzygać. Usprawiedliwiałam jednak sama siebie, że przecież nie mam wyjścia. Jedna impreza zmieniła mój tok myślenia Tamtego wieczoru pojechaliśmy całą paczką na imprezę w klubie techno. Zapowiadała się niezła jazda! Mimo że wzięliśmy podwójne dawki, Maciek doprawił to jeszcze jakimiś prochami. – Żeby dalej odlecieć – powiedział z uśmiechem. Szybko straciłam go z oczu. Tańczyłam jak w transie, kiedy przez tłum przecisnął się do mnie jeden z naszych kumpli.– Magda, Maciek leży w kiblu i się trzęsie – krzyknął. Poszliśmy tam razem. Rzeczywiście, mój chłopak wyglądał, jakby miał atak padaczki. Był cały mokry od potu, miał nieobecny wzrok, nie dało się z nim nawiązać żadnego kontaktu. Totalne zejście! Zaryczana zaczęłam go cucić, ktoś wezwał pogotowie. Zmarł w karetce. Nie wiem, jak tamtej nocy dotarłam do domu, ani jak przetrwałam następne dni. Chciałam pójść na pogrzeb, ale nie byłam w stanie. W każdej chwili ktoś przy mnie był – albo mama, albo Ula. Nic nie mówiły, po prostu były obok. Chyba właśnie tego potrzebowałam. Po tygodniu zdecydowałam się na odwyk. Było strasznie. Ciało bez amfy bolało tak, że cały czas wyłam. Jakby rozszarpywano mnie na części. Wszystko mnie swędziało, co zjadłam, zaraz zwymiotowałam, włosy wypadały mi garściami. W dodatku musiałam pracować, bo to była część terapii. Od dwóch lat jestem czysta. Nie wiem, jak długo wytrwam w abstynencji, nie zastanawiam się nad tym. Po prostu codziennie mówię sobie: „Dziś nie biorę”, i tyle. Ale wiem jedno: chcę żyć. Dla rodziców i Uli. Dla siebie. Przeczytaj więcej listów do redakcji:„Czekaliśmy na dziecko 12 lat. Syn urodził się 10 tygodni wcześniej z poważną wadą serca. Dlaczego los tak mnie pokarał?”„Moja żona zmarła przy porodzie. Ja nie byłem gotowy zostać samotnym ojcem i po prostu oddałem córkę do adopcji”„Zaszłam w ciążę w wieku 15 lat i bardzo długo to ukrywałam. Bałam się reakcji rodziców”
Fotograf, który mieszka teraz w Londynie, pokazuje konsekwencje używania narkotyków. Zatytułował on tę serię: Half (tłumaczenie: Połowa). Na fotografiach widać osoby przed i po wpadnięciu w nałóg. Prawie wszystkie zdjęcia z to zwykła charakteryzacja. Jedno przedstawia kobietę - kiedyś biznesswoman, która w pewnym momencie życia uzależniła się od metamfetaminy. Tak przedstawiony problem ma być dowodem na to, że narkotyki mają działanie destruktywne: niszczą zdrowie, wpływają na życie społeczne i psychiczne oraz w znaczyny sposób zmieniają nasze ciało. Niech te zdjęcia będą ku przestrodze. Problem narkotyków nie powinien być bagatelizowany. Narkotyki niszczą twoje zdrowie i ciało
oczy po narkotykach zdjęcia